Na koncu swiata
W koncu udalo sie nam uciec od cywilizacji. Wysiedlismy z hardseat'a w Kaili i stamtad dalej autobusem pojechalismy do Chongan, malej wioski w gorach. Bylo to pierwsze miejsce, w ktorym spedzilismy trzy dni od czasu wyjazdu z Pekinu.
Zwiedzajac okolice urzadzilismy sobie kapiel przy wodospadzie (niektorzy nawet bez strojow kapielowych;). Z wycieczki po okolicznych wsiach musielismy sie jednak ewakuowac, gdy w samo poludnie znalezlismy sie na pustkowiu zlani potem i niezdolni do jakiegokolwiek wysilku. Na szczescie trafil sie transport w postaci furgonetki..osiem osob na przednim siedzeniu i kolejne 10 na pace (my tam z tylu)..sama przyjemnosc po marszu, ktory mielismy za soba! Popoludniu udalo nam sie jeszcze wyruszyc do wsi mniejszosci Xiao (dalej droga juz sie urywa). Tam Chinczycy, zajeci swoja praca, zyja jakby swiat naokolo nie istnial.
Wieczory w Chongan spedzalismy glownie na jedzeniu, bo mama Wave'a (Chinczyka o imieniu Fala, ktory prowadzil nasz hostelik:) naprawde swietnie gotowala. No i oprocz tego nauczyla nas grac w madzionga.
guta


1 Comments:
hej czytam waszego bloga bo za rowny miesiac wybieram sie ze znajomymi do Chin - czy moglibyście napisac cos o cenach , o tym czy braliscie gotowke czy karte, co robicie z bagazami jak idziecie zwiedzac i czy w pekinie nocowaliscie w leo i jesli tak to w ilu osobowym pokoju - bede wdzieczna za informacje. pozdrawiam serdecznie i zycze udanej dalszej czesci wyprawy :)
30/7/06 17:27
Prześlij komentarz
<< Home