No coz tu duzo mowic... ogromny kraj, ale jeszcze wieksza przygoda.

Stworzylismy to miejsce dla Tych wszystkich, ktorzy w przyszlosci planuja wizyte w Chinach albo... po prostu chca wirtualnie powedrowac z nami.

Start: 07/07/06

niedziela, lipca 16, 2006

Xi'an - czyli spoko-loko-luz i spontan

Xi'an - wszystkim nalezalo sie troche odpoczynku. Upal, brak snu, a przede wszytskim prysznica moze dac sie kazdemu we znaki ... :) Dlatego postanowilismy troche odpoczac i porzadanie sie wyspac.

Do Xi'anu-u dotarlismy ok. 22, wszytskie Hostele pelne, na szczescie Chinczycy potrafia dosc szybko zakrecic sie wokol czyichs pieniedzy i tym oto sposobem pracownik Hostelu, zalatwil nam nocleg w hotelu obok - 40 RMB za osobe w 4-os pokoju z klimatyzacja i TV. Zarowno klima jak i TV nie nadaja sie do niczego, chocby dlatego ze TV po Chinsku, a klima bardziej grzeje niz chlodzi. Obudzilismy sie dzis zlani potem, ale przynajmnije wyspani.

Xi'an wydaje sie byc mniej nachalny niz wczesniejsze miasta mniej tu turystow (wszyscy jada poza miasto ogladac Terakotowych Wojownikow), ulice (przynajmniej te w obrebie murow) zielone i nie tak zatloczne. Miasto bardziej cywilizowane, ogolnie bradzo pozytywne.

Postanowilismy sie nie spieszyc wstalismy ok. 9, zanieslimy nasze brudne rzeczy do prania (ok. 8 kg). Jak zwykle pani Chciala nas orznac na 110 RMB - stargowalismy do 60 (24 zl), pewnie i tak przeplacilismy ... niech tylko wroca czyste i suche :)

Bell i Drum Tower wygladaja malo imponujaco, mamy ciagle problem z zakupem kartek pocztowych, chociaz tutaj w przeciwienstwie do innych miast mozna jakiekolwiek dostac ... chociaz nie mozna tu mowic o jakimkolwiek wyborze :)

W drode do meczetu (w Xi'an-ie - trasa szlaku jedwabnego), znajduje sie dzielnica muzulmanska, spotkalismy znajomego Dunczyka - Nilsa - ktorego poznalismy w Hostelu w Pekinie. Razem z nim i jeszzce jednym Amerykaninem, trzymalismy sie do koca dnia razem ... mila odmiana :P

Pagoda Wielkiej Gesi - ladne, ale zdazylismy sie juz do "ladnych" rzeczy przyzwyczaic, za to show z muzyka i fontannami, przed pagoda super odswiezajaca rzecz. Moglismy polatac miedzy strumeniami zimnej wody, oklaskiwani przez tlum Chinoli, obserwujacych z przejeciem jak to jest dobrze sie bawic :)

Siedze mokry, myslac ze nie mam co na siebie zalozyc :) za 45 minut umowilismy sie na kolacje - obiado-kolacje ... sniadanio-obiado-kolacje ... a potem party w rytm Chinskiego popu ... jutro o 17:00 wyjazd do Czengdu (nie wiem jak sie pisze) :) 14h pociagiem bilet tzw. hard sitter ... moze byc ciezko, ale juz sie przyzwyczailismy ... tym czasem clubbing i Chinski lans.

pzdr

Kciuk